Wiele za nami, wiele przed nami (miejmy nadzieję) :) Dzielę się tutaj naszą codziennością, która dzięki naszemu poczuciu humoru nie zamienia się w rutynę. Zazwyczaj :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozmówki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozmówki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 sierpnia 2016

Wpływ środków pielęgnujących.

Ja-nakładam sobie maseczkę z błota z Morza Martwego.
On-ogląda TV.
Wchodzę do salonu, on patrzy na mnie i podskakuje, łapiąc się teatralnie za gardło.
Ja: Bardzo śmieszne!
On: Chcesz mnie zabić?
Ja: Poczekaj aż zmyję, będę ładna.
On: (pod nosem) Maść cudotwórca?
Ja z godnością nie komentuję.

..... 15 minut póżniej wchodzę do salonu już bez szarego paskudztwa na twarzy.

Ja: I co?
On: Ale co?
Ja: Widać coś?
On: Ale gdzie mam patrzeć?
Ja: Na twarz.
On: Ale konkretnie?
Ja: Czyli nie ma różnicy?
On: Nieszczególnie.
Ja: A wiesz dlaczego?
On: Powiedz mi.
Ja: Bo już wcześniej byłam ładna!


On...... ... ..... 


1:0 dla mnie! :D

środa, 20 stycznia 2016

Miłość aż po grób

On ogląda mecz, ja czytam i trzęsę się pod kocykiem. Zimno (mi zawsze zimno).
Mówię:
- Jakbym miała męża, który mnie kocha, to poszedłby zrobić mi herbatkę z cytrynką.
On:
- No to się nie napijesz.

....

piątek, 13 lutego 2015

Walentynki 20 lat później



- Kochanie, przywieź mi jutro rano croissanta do porannej kawy.
- A czemu?
- Bo jutro są walentynki.
- Ale to chyba święto zakochanych?

......



piątek, 16 stycznia 2015

Czerwona kartka!

Oglądamy serial. Bohaterka walczy wręcz.

Ja: może zapiszę się na sztuki walki?
On: chyba na sumo!

Czerwona kartka do końca 2055 roku!!!!



czwartek, 4 grudnia 2014

Nierozmawianie... ;)

Pokazuję małżowi moje kolorowe paznokcie, on jednym okiem patrzy na mnie, drugim na wiadomości w TV.
- A wiesz, że to nie jest żel? - Pytam, oglądając z lubością me cenne dłonie.
- Aha.
- To są hybrydowe.
- Hm...
- Słuchasz mnie? To jest hybryda!
- A co? To znaczy, że mniej pali?
- Nie rozmawiam z tobą!
- No ładne, ładne.
- Powinny wytrzymać trzy tygodnie  - odpowiadam udobruchana.
- A co jak ci się po trzech dniach znudzą?
- Jezuu, myślisz, że to tak jak z facetem?
- Nie rozmawiam z tobą!

wtorek, 28 października 2014

Ta jedyna!

Ta jedyna, najlepsza, nietuzinkowa... kołdra!

Leżę w łóżku, wieczór, czytam. Mój małż miota się między szafą a szafą, wyciąga pakunki, mamrocze coś pod nosem. Wreszcie, zniecierpliwiona, że mnie od prokuratora Szackiego odrywa, pytam:
- Co ty robisz? Po co ci tyle kołder? - Patrzę na tobołki.
- Szukam kołdry, bo marznę już pod tą letnią.
- Jesuu, tyle czasu ci to zajmuje? Nie możesz wziąć pierwszej z brzegu, wszystkie są grube i ciepłe.
- Nie będę leżał pod pierwszą lepszą, muszę wybrać najlepszą.
- Już wybrałeś. Dwadzieścia jeden lat temu.
- Czy ja wiem?
- Spadaj!
Wreszcie ucieszony łapie grubaśną kołderę.
- O jest, ta!
- Wybrałeś?
-Tak! Powiedziała do mnie, to ta!
- A tamte?
- Tamte jakieś milczące były.


....

niedziela, 19 października 2014

Małżeńskie uprzejmości

Późny wieczór. On zasypia, ja czytam. Standard. On ziewa przeokropnie.
- Po co ziewasz? - pytam zirytowana.
- Bo jestem śpiący.
- To jak jesteś śpiący, to śpij.
- Nie mogę, bo mi przeszkadzasz.
- To nie ziewaj, ziewa się wtedy, kiedy chce się spać, a nie może, a ty możesz.
- Mógłbym, gdybyś przestała gadać.

.....




Poranek. Gadamy w łóżku, jak co weekend.
- Co ja mam zrobić z włosami - marudzę, kładąc mu głowę na brzuchu.
- Umyj.
- Jezu, idę do fryzjera, poradź coś!
- Jak ja szedłem, to spytałem: obciąć? Powiedziałaś tak. Spytałem: nie obcinać? Powiedziałaś tak.
- Ale masz porównanie. Może kolor zmienię?
- Nie.
- To może obetnę na krótko?
- NIE!
- To co?
- Co chcesz.
- A podobam ci się w takich?
Krzywi się.
- Dobra! Znajdę sobie kogoś, komu się będę podobać! - prycham.
On, z uśmieszkiem typu "macho".
- Kochanie, mówmy o rzeczach realnych.



piątek, 10 października 2014

Szczerość intencji

On i ja.
- Wiesz, tak się zastanawiam... Płyty osiągają wysoką sprzedaż, jak piosenkarz kopnie w kalendarz, nie?
- No tak - odpowiadam. - To sprawdzone, popatrz na Queen, Nirvanę, Michaela Jacksona.
- A pisarzy też to dotyczy? - pyta niewinnie On.
- Do czego zmierzasz?
- A ty myślisz czemu cię ta noga tak od kilku tygodni boli? Metoda małych kroczków. Chciałbym samochód zmienić - wzrusza ramionami w stylu "jaka ty niedomyślna".

No tak, także tego... jakby co, to mam dowód, że zamach był!

poniedziałek, 10 lutego 2014

Błądzić rzeczą ludzką jest ;)

Kończy się umowa na jeden numer w Playu, który użytkuje ON, ale umowa jest na MŁA.

Ja: Pojadę jutro i załatwię ten abonament.
On: To poczekaj, pojedziemy razem.
Ja: Ale nie jesteś mi potrzebny.
On: Ale możesz popełnić jakiś błąd, wolę jechać z tobą.
Ja: Jeden błąd już popełniłam, dwadzieścia lat temu, też pojechaliśmy razem i co?
On: Sama jedziesz!


poniedziałek, 20 stycznia 2014

Alergia?

Jedziemy samochodem.
On:
- Muszę jechać znowu na zastrzyk. (odczula się od jakiego czasu)
Ja:
- Ciekawe po co, skoro non stop masz katar?

- Nie non stop, tylko od miesiąca.

- No właśnie, a co teraz niby kwitnie? Chyba, że koty!  - wybucham śmiechem. - Ale nie licz na to!

- Czyli koty wygrały?

- No a jak myślisz?

- Dobrze wiedzieć, przynajmniej wiem na czym stoję.

niedziela, 29 grudnia 2013

Niedzielne refleksje

Siedzimy przy porannej kawie, dzieciaki śpią na górze, pies na dworze, koty hasają.

On (studiując gazetkę z Selgrosa):
- Wiesz, że skończył się nam płyn do prania?
Ja:
- Wszystko się kończy i wszystko przemija i dzień się kończy i piękne wspomnienia, lecz jest coś w życiu co nigdy nie mija, to są marzenia.
On:
- Cholera, chciałem jeszcze powiedzieć, że proszek się nam kończy, ale zaraz Panem Tadeuszem polecisz.


W TV leci muzyka. Ambitny kawałek "Sexi papi".
Ja:
- I jak mężczyźni mają postrzegać kobiety, skoro w każdym teledysku kobieta jest obnażona, a jej jedynym zadaniem jest kręcenie tyłkiem. To sprowadzanie kobiety do roli przedmiotu, mebla, kompletne wyprucie z uczuć i rozumowania!
On:
- A mogę przełączyć na TVN Turbo?





czwartek, 26 grudnia 2013

to właśnie my...

On:
- Czemu nie zrobiłaś sałatki, sałatkę bym zjadł.
Ja:
- Zjedz se mięso w galarecie.
On:
- No tak, w sumie to podobne.


Biegnę i wskakuję na niego  ;)
On stęka.
Ja:
- Sarenka przybiegła.
On:
- Sarenka, która połknęła kowadło.

piątek, 6 grudnia 2013

Mikołajowo

Małż wstał nad ranem, więc szybko położyłam mu prezent na poduszce.
Wraca, patrzy...
- No właśnie, kochanie, przed chwilą był tu jakiś duży facet z brodą.
- No właśnie, wyszedłem tylko do toalety, a ty już obcych facetów przyjmujesz!

I bądź tu tradycjonalistką!


czwartek, 5 grudnia 2013

Szybki Lopez

On zasypia, ja czytam. Po chwili szturcham go.
- Nie chrap!
On nieco nieprzytomny.
- Nie chrapię. Nie budź mnie.
- Chrapiesz!
- To niemożliwe, żebym tak szybko chrapał.
- Chrapiesz wolno. Szybko zasypiasz.
- Jeszcze nie spałem.
- Aha, no to co mówisz, że cię budzę?
- A! Widzisz! Obudziłaś mnie!

Poziom rozmowy: -10

piątek, 27 września 2013

Urodzony sprzedawca

Mój Młody sprzedaje kurtkę na allegro. Prawie nówka, nieważne. Ważne, że zielona.
Pisze do mnie potencjalny kupiec:
- A co jest na metce?
Odpowiedziałam.
- A co na suwaku?
Odpowiedziałam.
- A co na wisiorku od suwaka?
Odpowiedziałam.
- A co na metce w kieszeni?
.....
Mój Małż:
- Wiesz, co, napisz mu, że kurtkę pies zjadł i już jej nie ma!


Ale to nie koniec ciężkiego żywota sprzedawcy.

Mail z wczoraj:
"Czy ta kurteczka jest czarna, czy tak jak na zdjęciu?"
Hm... zastanawiam się, co mój syn w końcu sprzedaje, sprawdzam, nie no, zielona.
Odpisuję:
"Tak jak na zdjęciu".
Odpowiedź:
"Czyli czarna, tak?"

AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA

środa, 25 września 2013

Ważna kwestia obuwia...

Słowem wstępu wrzucę, że mój Małż ma dość wysublimowany gust, jeśli chodzi o obuwie i za każdym razem, gdy szuka sobie odpowiedniej pary butów, doprowadza mnie do szału, bo "jeszcze takich butów nie wyprodukowali, jakie by mi pasowały".

Oglądamy serial (Trawkę) i nagle moja gorsza połowa rzecze:
- Muszę kupić sobie buty na jesień.
- No to kup.
- No tak. Ale gdzie ja mam po nie iść?
- Do mięsnego?


Nie poznał się na dobrym żarcie...



czwartek, 19 września 2013

Jaka to melodia?

Pomykamy sobie A4 do Mysłowic i słuchamy radia Złote Przeboje.
Leci kawałek sprzed lat.
- O! Bananarama. - Mówi On z miną znawcy.
Parskam.
- Co? - burczy.
- Jak to jest Bananarama, to ja jestem baletnica.
- A co to jest, według ciebie?
- Ace of Base.
- Na pewno nie.
- A załóż się.
- To dawaj.
Piosenka się kończy i słyszymy:
"Ten kawałek Ace of Base był przebojem w..."
- Oł je, oł je - robię młynka rękoma. - Banarama, buahahhahaa, a może Scorpions?
On łypie na mnie jednym okiem (drugie utkwione w autostradzie).
- Daleko stąd będziesz miała do tej biblioteki.
 
No fakt.
 
I wiecie co? sprawdziłam...
Cholera miał rację, bo kawałek "Cruel Summer" pierwotnie śpiewała Bananarama:
 
 
A dopiero potem Ace of Base:
 
 
 
Ups!

poniedziałek, 16 września 2013

Romantyczne filmy

Tak, ostatnio mam fazę na romantyczne filmy. Wczoraj po raz enty obejrzałam "Szkołę uczuć" według powieści Sparksa. I tak przypomniała mi się pewna sytuacja, która wydarzyła się chyba dwa lata temu.
To były Walentynki i On wpadł na pomysł, że zrobi mi niespodziankę, kinową niespodziankę.
- No ale na co idziemy? - spytałam zaciekawiona.
- Chcesz niespodziankę, czy nie? - popatrzył na mnie spode łba.
- No chcę.
- To nie pytaj. Idziemy w Walentynki, mam już bilety.
Ucieszyłam się i trwałam w wyczekiwaniu na ten romantyczny wieczór. Film o uczuciach, potem kolacja, wymarzony wieczór walentynkowy.
Ale jeśli ktoś związał się z gościem o mega złośliwym pozuciu humoru, niech nie liczy na jakieś porywy serca.
Na jaki film zabrał mnie mąż?
No?
Co obstawiacie?
Jaaaasne... To było... "Oszukać przeznaczenie IV "
:)))))))))))))))))))
 
 

piątek, 13 września 2013

Matczyna uwaga...

Najważniejsze to słuchać, co dziecko mówi. Obdarzać je uwagą. To ważne, nie?
 
Kuba peroruje na temat ważnych wydarzeń w szkole. Patrzę na niego, jak z pasją przekazuje informacje dotyczące tego, co działo się na lekcjach, co powiedział facet, a jak facetka kazała im wyjść i w ogóle...
- ... no mówię ci, co się działo... Taka jazda była...
Matka, czyli ja, kręcąc głową:
- Synu, jezuu, jaką ty masz pogniecioną koszulkę!
 
 
Ech...
Nie ma to jak matka ;)

czwartek, 12 września 2013

Czujniki pierdziki, nie mam do tego głowy!

Wczoraj byłam na zakupach. Inaczej. Byłam oddać nieudany zakup do reklamacji i przy okazji nabyłam to i owo. Generalnie nie cierpię zakupów, sklepów, galerii, tłumów, mas przewalających się przez te weekendowe świątynie. Unikam jak mogę, a jeśli już muszę, to przenikam z szybkością Clarka Kenta i staram się nie udusić.
Ale do rzeczy...
Gdy wracałam z tej osobistej Golgoty zrobiłam sobie jeszcze jedną krzywdę. A właściwie nie sobie.
Teraz się głowiłam jak to przekażę mężowi...
Gdy usłyszałam ryk jego motocykla i zobaczyłam jak wjeżdża na podjazd, sfrunęłam po schodach jak ta Penelopa na przywitanie oczekiwanego małżonka.
To już powinno mu dać do myślenia, ale nic nie zauważył, ku mojej cichej radości.
-Ty wiesz co się stało? Jaki dzisiaj był u nas wypadek? - Zaczęłam ostro, patrząc jak ma gorsza połowa ściąga kask i patrzy na mnie zdziwiona.
-Jaki wypadek?
-No samochodowy. Jechał autobus a z drugiej strony samochód, chyba Chrysler i pewnie nie ustąpił pierwszeństwa, uderzył w autobus i nie wiem jak to się stało, ale autobus zniosło aż na chodnik. Wszędzie kupę blachy i odłamków plastiku i mnóstwo szkła i w ogóle laweta musiała zabierać ten samochód i było straszne zamieszanie i straszny korek - dobrze, że powietrza mi brakło, co natychmiast wykorzystał stojący obok mnie facet.
-No i? - Łypnął na mnie już nieco podejrzanie.
-No i ja się tam władowałam, a to już blisko do domu i nie chciałam stać i zaczęłam wycofywać i zawracać i zjechałam na lewo i wykręcałam i cofałam, wiesz takim dużym autem to nie jest tak łatwo i....
-I co? - Teraz ewidentnie zrobił się bardzo czujny i zerkał niespokojnie na stojące obok moje auto, które grzecznie zaparkowane na podjeździe w ogóle nie przejmowało się tym, że stało się obiektem naszego zainteresowania.
-I w sumie nic, tylko że tam nagle wyrósł wieeeeelki krawężnik, sama nie wiem skąd i chyba leciutko mi się zahaczyło... - dokończyłam z lekceważeniem, dla wzmocnienia przekazu wzruszając ramionami i machając ręką.
-Hm... Krawężnik wyrósł, mówisz... - Małżonek zdjął kurtkę i ruszył w stronę maski samochodu.

Stałam obok szczerząc zęby w nadziei chyba, że bardziej zainteresuje go moja debilna mina, niż lekko naderwany zderzak.

-Taaak. Krawężnik ci wyrósł? Zrobił to tak szybko, że nie usłyszałaś czujników parkowania?
-Nooo... Ty wiesz jaką teraz głośną muzykę w radio puszczają? - Próbowałam się obronić.
-No to teraz już ich na pewno nie usłyszysz, bo je wszystkie wyrwałaś – mruknął, zaglądając pod auto.
Wzięłam głęboki wdech.
-I tak mi nie były potrzebne, bo umiem parkować bez nich. A w ogóle to nawet się nie zapytałeś, czy mi się nic nie stało! A jak ja bym tam jechała?! Albo to we mnie by uderzył?! Ja byłam zaraz za autobusem! To co znaczy taki jeden zakichany czujnik, wobec autobusu pełnego ludzi! - warknęłam.

Małżonek podniósł się z kolan, spojrzał na mnie zupełnie zdezorientowany, w końcu zrezygnowany sapnął i mruknąwszy:
-Naprawię ci to kobieto awario – poczłapał smętnie do garażu.

Uff...

Ileż to się człowiek musi nagimnastykować przez jeden głupi czujnik...